piątek, 28 czerwca 2013

Sok z kwiatów czarnego bzu

Tym razem troszkę z kategorii chwasty i zioła. Babcia Julia w trosce o swoje wnuki przez cały rok jest czujna i korzysta z natury, żeby przyrządzać ciekawe, smaczne i zdrowe rzeczy.
Na tapecie akurat była bzina, nie bździna, tylko bzina, czyli nalewka, a dokładnie sok z kwiatów czarnego bzu (Sambucus nigra).
Sok słodki, o gęstej konsystencji, bardzo aromatycznym zapachu i cennych właściwościach. Idealny do herbaty zimową porą, szczególnie podczas infekcji górnych ndróg oddechowych: łagodzi przeziębienie, zapalenie jamy ustnej i gardła, działa przeciwgorączkowo i napotnie, rozkurczowo i moczopędnie. Uszczelnia naczynia włosowate zwiększając ich elastyczność itede itepe.
Wszystko pod warunkiem, ze prawidłowo zbierzemy kwiaty - w maju/czerwcu, przy suchej pogodzie, ostrożnie ścinając kwiatostany, żeby pyłek pozostał nienaruszony.

Jak robimy soczek?

Oto przepis:

40 baldachimów kwiatów bzu czarnego w początkowej fazie kwitnienia (musza mieć ten żółty pyłek).
2 kg cukru
1 litr wody
4 dag kwasku cytrynowego lub sok z ośmiu cytryn

Wodę zagotować z cukrem i sokiem z cytryny/kwaskiem. Odstawić do ostudzenia.
Kwiaty obejrzeć i oczyścić z robaczków, które pewnie mają większe prawo do tych kwiatów niż my, ale trzeba to prawo chwilowo złamać. Należy ostrożnie obchodzić się z kwiatami, bo cenny jest pyłek, który łatwo stracić. Zalać przygotowanym ostudzonym roztworem i odstawić pod przykryciem na 48 godzin, od czasu do czasu mieszając drewnianą łyżką. Po upływie tego czasu zlać sok do słoiczków, zakręcić, pasteryzować 20 minut.

Szybko ruszajcie w teren, to ostatnie chwile, jeśli już nie jest za późno...








Read More

czwartek, 27 czerwca 2013

Bułeczki drożdżowe z serkiem i jagodami

Puszyste, mięciutkie, słodkie, pożywne. Idealne jako drugie śniadanie dla maluchów i nie tylko, a dla mam doskonała przystawka do kawy.
Nie mam maszyny do ciasta, więc w miętolenie drożdżowego włożyłam dużo serca, jeszcze więcej mięśni praworęcznych. Udało się!. zapewne głównie dzięki przepisowi od królowej wypieków - Doroty. Prawdopodobnie większość moich przepisów dotyczących wypieków będzie pochodzić ze strony "Moje wypieki". Modyfikuję je w dopuszczalny, acz wariacki czasami sposób. Wszystko po to, by te młodziutkie podniebienia były rozpieszczone, ale brzuszki nie popsute.
Powyżej 12 miesiąca życia można podawać dzieciom ciasto drożdżowe z owocami. Na pryszcze też najlepsze są drożdże ;). A tym w wieku dojrzałym drożdże wygładzą zmarszczki. W drożdżach są witaminy z grupy B, selen, kwasy nukleinowe, wapń, żelazo, chrom. Zamiast batoników sklepowych z utwardzonymi tłuszczami, ten rodzaj słodyczy jest pożywny i bezpieczny, ponieważ wytworzony pod naszym okiem z samych dobrych składników. Cukier biały rafinowany możemy zastąpić innym - cukrem brzozowym, trzcinowym, fruktozą.
Świeże drożdże można mrozić, zamrozić można też uformowane bułeczki, następnie rozmrozić pewnego pięknego poranka i upiec, roznosząc po domostwie piękny zapach.

Jagodzianki - uwielbiam jagody. Szkoda, ze są sezonowe. W tym roku skupię każdą ilość, którą przyniosą mi znajome dzieci zarabiając w ten sposób na wakacje. Zamrożę, zrobię konfitury i będę miała cały jagodowy rok!. Wracając do jagód - są źródłem witamin - dobrze wpływają na wzrok, przeciwutleniaczy, regulują poziom cukru we krwi, a suszone jagody hamują biegunkę.
W jagodziankach - są pysznym dodatkiem.
No więc do przepisu!

Składniki na całą blachę bułeczek (25x35cm) - mi wyszło nawet więcej tych bułeczek:

300 ml mleka, letniego - dodałam trochę mniej. Najlepiej dodawać stopniowo, by uzyskać idealną konsystencję.
60 g masła
100 g cukru - można użyć innego niż biały
pół łyżeczki soli
2 duże jajka
560 g maki pszennej
10 g drożdży suchych lub 20 g drożdży świeżych

Ja zaczęłam od zaczynu, wzięłam 20 gram zamrożonych drożdzy i zanurzyłam w pół szklanki ciepłego mleka, lekko podgrzałam, by się rozpuściły, dodałam łyżkę cukru i mąki. Odstawiłam do spienienia.
W międzyczasie rozbełtałam jajka, dodałam ciepłe mleko, cukier i masło.
Do mąki dodałam szczyptę soli i zaczyn drożdżowy,a  następnie to co rozbełtałam i wymieszłam wcześniej czyli mleko z jajkami i resztą.
No i teraz zaczyna się zabawa, bo ciasto drożdżowe trzeba wyrobić, ugniatać tak długo, by miało idealną konsystencję, było dobrze napowietrzone, drożdże pobudzone do działania. Moim czasomierzem w tym wypadku bardziej niż zegar był zakwas mięśniowy, który pojawił się mniej więcej po 10 minutach ugniatania.
Zamarzyłam o maszynce do wyrabiania ciasta, ale tymczasem intensywność moich wypieków kieruje nadwyżki budżetu domowego na inne tory.
Jak już się zmęczymy z tym ciastem, to dostawiamy pod przykryciem (ściereczką) w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. nastawiłam piekarnik na 50 stopni i w łożyłam tam ciasto na 1,5h, żeby wyrosło.
Zajęłam się przygotowaniem masy serowej, gdyż te jagodzianki zrobiłam z serem i jagodową konfiturą.
Na świeże jagody te z sąsiedniego lasu ciągle czekam.
W innym poście dam przepis na tę konfiturę jagodową.
Wracając do nadzienia, czyli masy serowej:

400 g twarogu półtłustego lub tłustego (nie musi być zmielony) -ja miałam chudy, ale masło go "utuczyło" :)
2 łyżki masła, w temperaturze pokojowej
2 żółtka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
5 łyżek cukru z wanilią
Wszystko mieszamy- ja użyłam miksera.

Wyciągamy wyrośnięte ciasto Wyrosło mi bardzo!
Krótko wyrabiamy, rozwałkowujemy i szalejemy.
Możemy rozwałkować prostokąt o wielkości blachy, posmarować serem, obsypać jagodami, zwinąć w rulon według dłuższego boku i następnie pokroić na "porcje" o szerokości 1,5 cm. Wówczas mamy takie jagodzianki gniazdka. nie zapomnijmy przy tym na spod blachy położyć tez ciasto drożdżowe  które zabezpieczy przed wyciekaniem nadzienia.
Możemy ciasto rozwałkować, podzielić na dwa węższe prostokąty, nałożyć nadzienie, a następnie złożyć według dłuższego boku, podzielić na porcje i wówczas otrzymacie drożdżówki, jak na moim zdjęciu.
Trzeba je tak układać w blasze, by przylegały do siebie. Oczywiście Pani Dorocie wyszły jak z cukierni. Moje kształtem były inne, ale smakowały cudownie i znikały jedna za drugą.
Można tez ulepić tradycyjne jagodzianki - po prostu kawałek ciasta nafaszerować jagodami i zlepić boki.

Jak już sobie polepimy co chcemy, to pamiętajmy, by odstawić do ponownego wyrośnięcia na 30-45 minut.
Potem hyc do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 25-30 minut.
Jak już się zrumienią i rodzina tupta przy piekarniku, można wyciągać. koniecznie polukrować jeszcze ciepłe lub obsypać ostudzone cukrem pudrem.
Acha, blaszkę smarujemy masłem i wykładamy papierem do pieczenia. Można też blaszkę wysypać mąką.

I gotowe. W sumie oprócz męczącego wycisku nad ciastem wykonanie tego deseru nie jest meczące.
Trochę czasochłonne, a właściwie czaso_potrzebne. W końcu sumując trochę jest tego wyrastania..
Weźmy to pod uwagę planując wypiek jagodzianek. miśka ucięła sobie drzemkę, ja popracowałam przy blogu, byłysmy na spacerze, powariowałyśmy razem i zjadłyśmy pyszny obiad babci.
Ale co tam! Warto!














Read More

wtorek, 25 czerwca 2013

Czereśniowy kompocik

Dzięki powojennej czereśni odmiany Rainer (przynajmniej tak ją identyfikuję) czereśniobranie w tym roku było  niesamowite. Brzuchy pękały od słodkich soczystych owoców, a wszystko, co się w nich nie zmieściło upchałyśmy w słojach. Zdążyłyśmy przed deszczami, które od wczoraj nas nękają i szpakami, które gdzieś się jakoś zagapiły.
Kompocik jest smaczny, słodki, lekko gęsty, a owoce w nim zanurzone zimową porą przypomną o lecie.

Przepis:
Dojrzałe owoce umyć, wsypać do słoika. Nie drylować, nie ma nic lepszego, niż wypluwać pestki. Na litrowy słoik dodajemy do 3 łyżek cukru (jak kto lubi i jak słodkie są owoce). Zalewamy "surową" wodą tak, by od zakrętki słoika pozostawić przestrzeń. Pamiętajmy, by słoiki wyparzyć zanim zabierzemy się za ich "nadziewanie". Zakręcamy, pasteryzujemy 25-30 minut. Odstawiamy i chowamy do spiżarni. 

Jeśli kompocik ma być dla najmłodszych (a czereśnie pasteryzowane są bezpieczne) postarajmy się nie dosładzać - owoce są wystarczająco słodkie. Jeśli zdarzy się natomiast, że wpadły nam w  ręce owoce mniej słodkie, jeśli już musimy z jakiegoś powodu, zastosujmy cukier brzozowy - ksylitol, melasę np. jabłkową, fruktozę, laktozę lub cukier trzcinowy. Mają niższy indeks glikemiczny i zawierają inne cenne substancje. Biały, rafinowany cukier i inne te straszące z etykiet syropy nie są zdrowe w diecie dziecka, szczególnie poniżej 12-24 miesiąca życia.

Ostatnio jak przechadzałam się po targu owocowym rozbawiłam się opisem czereśni - większość sprzedających reklamowała swój towar charakteryzując poziom ich słodkości: "bardzo słodkie", "super słodkie", ale najlepszy był opis jednego Pana: "swojskie, bez robaków". Przyznaję, ze w przypadku czereśni, dobrze, gdyby były bez robaków, ponieważ pochłaniam je w całości, pestkę oddzielając mechanicznie w ustach. Z kolei nie dziwię się robakom, ze lubią czereśnie, bo są pyszne!.
Teraz czekamy na plon z dwóch pozostały drzewek - innej odmiany. Wówczas zapraszam na dżemik!









Read More

niedziela, 9 czerwca 2013

Tort z myszką Minnie

Tort dedykowany mojej córeczce Misi, doskonały na wiele innych okazji. 
Zainspirowany cudną postacią z kreskówki, świeży, pyszny, owocowy. 

Wystarczy upiec biszkopt według własnego przepisu, ja robiłam według receptury mojej mamy:
(na tortownicę 25-26cm)
* 8 dużych jaj
* szklanka cukru
* kopiasta szklanka mąki pszennej
* pół szklanki mąki ziemniaczanej
* łyżka proszku do pieczenia.

Jaja ubić z cukrem na puszysta masę mikserem. Następnie dodać przesiane przez sito mąki i proszek. Dodajemy małe porcje mąki i delikatnie mieszamy drewnianą łyżką napowietrzając ciasto. Zabarwiamy przygotowane ciasto barwnikiem spożywczym. Ja wybrałam czerwony. Do piekarnika (170 stopni ok 40 minut - biszkopt jest upieczony, jeśli papier, którym wyłożyliśmy tortownicę zaczyna odstawać od brzegów. Opcjonalnie pieczemy do tzw "suchego patyczka") i gotowe.

 Polecam również blog mojej ukochanej Pani Doroty http://www.mojewypieki.com/przepis/biszkopt-do-tortu-i-nie-tylko 


Blaty biszkopta nasączamy wodą z sokiem z cytryny, przekładamy ubitą własnoręcznie, a właściwie własnym mikserem, śmietaną ze śmietanfixem i cukrem pudrem. 
Dodatek stanowią owoce - świeże truskawki i jagody. 
Do ozdobienia tortu robimy malutkie bezy, które muszą trochę schnąć w piekarniku -warto je przygotować dzień wcześniej. Przepis również na stronie Pani Doroty. Na wierzchu tortu kilka godzin przed przyjęciem umieszczamy opłatek z wydrukowanym motywem. Ja zakupiłam na allegro od Pana z Lubina. Ekspresowo dotarł do mnie, super zabezpieczony. Wybór wzorów ogromny, a do tego można stworzyć własny - i tutaj wyobraźnia nie zna granic.. Możemy wykorzystać zdjęcie, grafikę, itd.. Na początku opłatek lekko się zmarszczy, a potem, gdy nasiąknie, nabiera kolorów i staje się idealnie gładki. Wierzch można zabezpieczyć specjalnym spożywczym "klejem", który nada połysk, ale ja tego nie robiłam. 
Napis możemy stworzyć w z wykorzystaniem pisaków do dekoracji ciast, gotowych czekoladowych literek, wycisnąć ze szprycy lub czym chata bogata :).

I voila!












Read More
Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Meals For Kids, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena